Paweł Szpura / Paweł Postaremczak / Wojtek Traczyk, photo by Rafał Pawłowski
Trzy osoby patrzące na tą samą rzecz widzą trzy różne rzeczy. Trzy osoby grające szczerze o tym samym, grają trzy różne rzeczy. W tym zespole, uważamy, że to dobrze. Nie próbujemy ani tego zmieniać, ani udawać, że jest inaczej. Grając, każdy z nas zachowuje swoją perspektywę. Gra to co czuje, a nie to co czuje kolega. W konsekwencji, jedyny poziom, na którym się zgadzamy to istota. Sedno.
PURUSHA Trio, w skład którego wchodzą: Wojtek Traczyk (kontrabas, esraj), Paweł Szpura (perkusja) i Paweł Postaremczak (saksofony), zaprezentuje nowy materiał, tuz przed sesją nagraniową płyty.
A co gdyby pozwolić muzyce po prostu zaistnieć, oddać jej przestrzeń i czekać na to, co się wydarzy? To pytanie postawił Wacław Zimpel, założyciel zespołu, ale jest ono bliskie każdemu z czterech muzyków tworzących Herę. Ich głównym celem jest wejście w muzyczny trans, który przełamie bariery między sceną, a widownią i pozwoli na spontaniczną wymianę. Dlatego Hera jest zespołem koncertowym. Chociaż ma na koncie trzy płyty (trzecia Seven Lines nagrana wraz z Hamidem Drake'iem), to żaden sprzęt nie jest w stanie zarejestrować tego co dzieje się między muzykami, a słuchaczami. Tego trzeba doświadczyć. Ich muzyka przechodzi wciąż nowe transformacje, wymykając się kolejnym określeniom czy klasyfikacjom. Punktem wyjścia była europejska muzyka sakralna, jednak Hera największe inspiracje czerpie dziś z tradycji ludowych, sięgając do muzyki hinduskiej czy do afrykańskich rytmów. Odnajduje tam istotę grania - pierwotną bliskość z muzyką i drugim człowiekiem oraz czymś nienazwanym. Dla każdego z muzyków Hery to pretekst i motywacja do coraz głębszych poszukiwań, zarówno twórczych jak i indywidualnych. W ich muzyce to wszystko się ze sobą przeplata i łączy.
Zespół
Wovoka to muzyczny hołd złożony zapomnianym kulturą transowym. Założony
w 2012 roku nazwę zaczerpnął od wielkiego Indianina, mistyka i twórcy
"Ghost Dance". Źródłem twórczości zespołu jest znalezienie łącznika
pomiędzy typowym składem rock n rollowym a praźródłem tej muzyki.
Stylistycznie miesza się tu blues z muzyka indian, muzyka psychodeliczna
z muzyką ludojadów z Paupi Nowej Gwineii bo wierząc w jeden korzeń
łączący całą zaangażowaną muzykę, zespół zwraca się do kultur
pierwotnych z pytaniem o muzykę współczesną. Aktualnie zespół nagrał
płytę z utworami gospel w swojej aranżacji , która ukaże się w czerwcu
2013 pod tytułem "Trees Against The Sky".
27.05.2013, start: godz.20.0 Dragon, Poznań, ul. Zamkowa 3
BILETY: 20/25 zł
Do nabycia w sklepie Fripp, Empik, Klubie Dragon oraz poprzez serwis eBilety.pl.
Słów kilka na temat zespołu:
„Raphael Rogiński powinien mieć policyjny dozór. Minister Kultury
powinien nałożyć go na tego gitarzystę, by ten jak najszybciej wszedł do
studia i rejestrował, w jak najlepszych warunkach, swoje kolejne
muzyczne projekty. Wydawało mi się, że przywykłem do tego, że Rogiński
jest dobry. Myślałem, że tego wieczoru, na Chłodnej25, wiele mnie nie
zaskoczy. Jednak, jak za każdym razem, Raphael po kilku dźwiękach,
brutalnie przypomniał wszystkim zgromadzonym (jak zawsze, w
nadkomplecie), że jest bardzo, bardzo, bardzo dobry! Drugą część
koncertu (…) wypełniły pieśni, głównie z repertuaru Blind Williego
Johnsona - tego samego pieśniarza i kaznodziei, którego muzyka była
pretekstem do słynnego koncertu "Bluesowa Orgia Nadziei", który odbył
się w tym samym miejscu, na początku roku. (…) Muzyka Blind Williego
znów zyskała nowe oblicze. Tak jak podczas "Orgii..." było - jak sama
nazwa wskazuje - żywiołowo, tanecznie, energicznie - wczoraj, panował
bardziej refleksyjny, skupiony, religijny wręcz nastrój. Zabrzmiały
pieśni "Nobody’s fault but mine", "Death don't have no mercy", "Keep
your lamps trimmed and burning" i "I know his blood can make me whole". Źródło: Jazzarium.pl, Kajetan Prochyra
"W kwartecie z Mewą Chabierą (śpiew), Olą Rzepką (organy) i Pawłem
Szpurą (perkusja) Rogiński gra kompozycje oparte o/odwołujące się do
tradycyjnego bluesa i indiańskich pieśni. Eksponują one transowy
charakter, określony przez gęsty, barwny i melodyjny rytm,
psychodeliczne frazy klawiszy i precyzyjną, ale natchnioną grę gitary. W
rękach trójki instrumentalistów te utwory nieustannie wibrują i
wciągają hipnotyzującą siłą, a śpiew Mewy Chabiery nadaje im gorzkiego,
melancholijno-bojowego wymiaru. Mewa śpiewa najlepiej, gdy śpiewa głośno
i mocno, jej niski, silny głos robi potężne wrażenie, to wyjątkowa w
Polsce ekspresja".
"Po genialnym grudniowym koncercie w
warszawskim Pardon, To Tu, Wovoka to najbardziej przez nas oczekiwany
krajowy debiut nowego roku."
Nowy, autorski program
duetu Szpura/Postaremczak. Kompozycje własne, nie dające się
jednoznacznie określić, silnie nawiązujące do tradycyjnej muzyki
afrykańskiej, tworzące idealny fundament do swobodnej wymiany myśli
muzyków.
Kto wie czy nie będzie to najbardziej rockowy z koncertów
Nowego Wieku Awangardy. W zupełnie nowym trio połączą siły: Łukasz Rychlicki -
gitara, Mike Majkowski - bas oraz Paweł Szpura - perkusja. Zaprezentują w pełni
improwizowaną muzykę, odwołującą się choć w części do jazzowej tradycji. Skąd
więc tu rock? Bo wszyscy oni angażowali się właśnie w rockowe projekty, a dla
gitarzysty Łukasza Rychlickiego, przez lata będącego gitarzystą rockowe Kristen
jest to zdecydowanie najbliższy z muzycznych idiomów. Zapraszamy serdecznie!
A co gdyby pozwolić muzyce po prostu zaistnieć, oddać jej przestrzeń i czekać na to co się wydarzy? To pytanie postawił Wacław Zimpel, założyciel zespołu, ale jest ono bliskie każdemu z pięciu muzyków tworzących Herę. Ich głównym celem jest wejście w muzyczny trans, który przełamie bariery między sceną, a widownią i pozwoli na spontaniczną wymianę. Dlatego Hera jest zespołem koncertowym. Chociaż ma na koncie dwie płyty, to żaden sprzęt nie jest w stanie zarejestrować tego co dzieje się między muzykami, a słuchaczami. Tego trzeba doświadczyć. Ich muzyka przechodzi wciąż nowe transformacje, wymykając się kolejnym określeniom czy klasyfikacjom. Punktem wyjścia była europejska muzyka sakralna, jednak Hera największe inspiracje czerpie dziś z tradycji ludowych, sięgając do muzyki hinduskiej czy do afrykańskich rytmów. Odnajduje tam istotę grania - pierwotną bliskość z muzyką i drugim człowiekiem oraz czymś nienazwanym. Dla każdego z muzyków Hery to pretekst i motywacja do coraz głębszych poszukiwań, zarówno twórczych jak i indywidualnych. W ich muzyce to wszystko się ze sobą przeplata i łączy.
Paweł Szpura / Paweł Postaremczak / Wojtek Traczyk, photo by Rafał Pawłowski
Nowy projekt muzyków znanych m.in. z takich zespołów jak Hera (Zimpel / Wójciński / Szpura /Postaremczak) The Light (Rasz / Traczyk / Zimpel) czy Zukunft (Rogiński / Szamburski / Górczyński / Szpura). Saksofonista Paweł Postaremczak, perkusista Paweł Szpura i kontrabasista Wojtek Traczyk kontynuują swoje muzyczne poszukiwania w oparciu o wschodnie tradycje. Ich kompozycje - mocno osadzone na groovie - rozwijają się i ewoluują tworząc coś na wzór suity, która tak naprawdę jest częścią większego cyklu, prezentowanego za każdym razem kiedy pojawiają się na scenie, niezależnie od towarzyszących im muzyków. Zapraszamy!
Projekt dwóch muzyków związanych z kwartetem Hera (Zimpel/Wójciński/Szpura/Postaremczak), poświęcony twórczości Johna Coltrane'a. Paweł Postaremczak (saksofon) i Paweł Szpura (perkusja) tworzą kolaż kompozycji amerykańskiego muzyka oraz własnych. Całość ujęta w przypominającą suitę formę pociąga słuchającego w przestrzeń dzwięków, powodując silne odczuwanie tej mocno transowej muzyki.
Dlaczego duet? Jak sami muzycy twierdzą - to optymalny skład - daje poczucie pełnego panowania nad muzyką, pozwala na swobodę wypowiedzi i nieprzerwany dialog.
Według skrupulatnych obliczeń, w wyniku połączenia kwartetu Hera z talentem Michaela Zeranga, otrzymamy Ecstatic Music – muzykę, której energia unosi się i rozchodzi, aby z każdym kolejnym cyklem rozrastać się coraz bardziej. Proces łączenia ze sobą składników wymaga siedmiu dni, w czasie których muzycy będą starali się odnaleźć organiczny kontakt, aby wspólnie uzyskać ekstatyczną formułę.
Ecstatic Music to pierwotna idea, obecna w większości rdzennych kultur muzycznych, oparta na cyklach energetycznych natury. Muzycy będą poszukiwać współczesnego wyrazu tych cyklów, pracując na kompozycjach Zeranga.
Cały proces tych poszukiwań będzie dostępny dla publiczności podczas wieczornych koncertów w Dragonie, które zostaną zwieńczone koncertem w CK Zamek. Wszystkie występy będą nagrywane dla wytwórni MultiKulti.
Dotychczasowe instrumentarium Hery zostanie poszerzone o ksylofon, bębny ramowe, darabukę i drewniane gwizdki.
HERA powstała z inicjatywy klarnecisty i kompozytora Wacława Zimpla, znanego ze współpracy z czołowymi twórcami współczesnej muzyki improwizowanej m.in. z Kenem Vandermarkiem, Joe McPhee, Michaelem Zerangiem, Stevem Swellem, Bobbym Few, Perrym Robinsonem czy Mikołajem Trzaską. HERA to subiektywny komentarz rzeczywistości zaproponowany przez klarnecistę i kompozytora Wacława Zimpla, oraz zaproszonych do projektu muzyków: saksofonisty Pawła Postaremczaka, kontrabasisty Ksawerego Wójcińskiego i perkusisty Pawła Szpury. Wacław Zimpel, jeden z najciekawszych polskich muzyków jazzowych, konsekwentnie pozostaje wiernym muzyce improwizowanej, jego kolejne projekty spotykają się z coraz większym zainteresowaniem zarówno w Polsce jak i za granicą.
Podstawą formotwórczą utworów wykonywanych przez HERĘ jest "polifonia emocjonalna", która zakłada niezależne i równoprawne przedstawianie emocji, ujętych, w często kontrastujące ze sobą, partie instrumentalne. Zimpel w swoich kompozycjach nawiązuje do tradycji muzyki sakralnej i folkloru różnych kultur, nadając im współczesny kontekst.
która w pierwszych dniach października ukaże się nakładem wydawnictwa Multikulti Project.
Hera: Wacław Zimpel / Paweł Postaremczak / Ksawery Wójciński / Paweł Szpura
w poznańskim Dragonie przed rokiem
Relacja z koncertu Hery w krakowskiej Alchemii:
"...W pierwszych chwilach, kiedy muzycy wychodzili jeszcze na scenę, wydawało mi się, że widzę na ich twarzach napięcie. Manifestację myśli typu: "Czy powinniśmy w ogóle grać?"; "Jak to się wszystko uda?"; "Jak zostaniemy przyjęci?". Publiczność również zamilkła. W powietrzu można by było usłyszeć lot muchy, gdyby tylko taka pojawiła się na sali koncertowej. O ile mi wiadomo zespół nie dokonał żadnych zmian w kolejności czy układzie utworów. Gdyby tak jednak było, pragnąłbym im pogratulować trafności dokonanego wyboru na otwarcie. Raptownie, bez znaków to zapowiadających, ze sceny popłynęła fala dźwięków, które mogłyby zilustrować pierwsze kotłujące się myśli człowieka dowiadującego się o jakiejś osobistej tragedii. Była to jednocześnie wiązanka tak energetyczna, tak absolutnie doskonała, że dodawała sił i pozwalała na moment o wszystkim zapomnieć i poświęcić całą uwagę temu, co dzieje się na deskach sceny. Fenomenalną partią solową zaznaczył swoje niepoślednie miejsce w formacji znakomity saksofonista Paweł Postaremczak. Wirujące krzykliwe dźwięki, wibrujące długie nuty, świdrujące powietrze altissimo, awangardowa logika poszczególnych przejść i segmentów budowanego solo. Jest to dla mnie najciekawszy polski młody saksofonista, jakiego słyszałem od lat! Cały zespół dodawał w tym czasie węgla do pieca swym frenetycznym akompaniamentem. Gdyby wyciąć taką krótką, kilkuminutową scenę z tego wyczynu, mógłbym to opatrzyć komentarzem, że o to właśnie chodzi we współczesnej jazzowej muzyce improwizowanej. Coś wspaniałego!
Zaintrygowały mnie pomysły na wykorzystanie siły drzemiącej w układzie, jakim jest kwartet. Pojawiły się takie elementy jak rozbicie strukturalne sekcji rytmicznej i dwóch solistów, które to duety działały czasem zupełnie niezależnie od siebie. Innym razem miarowo przyspieszające i zwalniające pulsacje basu i perkusji, podczas wykonywania kombinowanych motywów klarnetu i saksofonu. Proporcje, w jakich utrzymany był stosunek gry zespołowej do fragmentów solowych poszczególnych muzyków wydawały się być idealnie rozłożone. Nic nie trwało zbyt długo. Trzeba było zachować czujność, gdyż dynamika utworów zmieniała się jak w kalejdoskopie, będąc przy tym tak nieprzewidywalna, jak wygrana na Lotto. Zupełnie powaliły mnie przepiękne motywy unisono skomponowane przez lidera. Miały w sobie powagę, która przerażająco pasowała do sytuacji. Były to głównie lejące się, długie, zawieszone w oczekiwaniu na przełom struktury. Tematy były genialnie przemyślane pod względem doboru odpowiednich barw czterech instrumentów, tak, by tworzyły harmonijną całość. Klimat ciężki, refleksyjny i mroczny. Bywało jednakże i tak, iż dane nam było słyszeć pomysły na sprytnie zaaranżowane motywy rodem z wesołych lat jazzu jako muzyki tanecznej, które zdawało się, że gdzieś już słyszeliśmy. Zdecydowaną większość zaprezentowanego materiału określiłbym jednak mianem bardzo oryginalnego.
Postać Wacława Zimpla przybliżyłem już wam opisując spotkanie z tentetem Resonance, w którym to klarnecista partycypował. Jego instrumentarium stanowił przede wszystkim klarnet basowy i sopranowy, obok pojawił się taragot, oraz tajemniczy instrument, jakim był słowacki flet alikwotowy, który widziałem i słyszałem po raz pierwszy w życiu. Po napięciu cięciwy, czyli spotkaniu ze znakomitościami w Resonance, następuje teraz lot strzały. Mam przeczucie, że jest to artysta, o którym jeszcze nie raz przyjdzie mi pisać w pozytywnym świetle.
Kontrabasista Ksawery Wójciński ograniczał się raczej do tradycyjnego sposobu na pozyskanie dźwięku. Jedynym odstępstwem był fragment, w którym użył szklanej butelki dla efektu przytłumienia dźwięku oraz płynnych, delikatnych, przeciągłych jęków, które znamy z niezliczonych solówek bluesowych gitarzystów. Jego podkład był stabilny i niepozbawiony świetnych pomysłów. Kiedy trzeba było potrafił również dostarczyć całej baterii dźwięków wywołujących chaotyczną atmosferę.
Kilka dni wcześniej mieliśmy u siebie tytana perkusji z Norwegii, Paal'a Nilssen-Love. Po wysłuchaniu takiego grania na bębnach, trudno jest cieszyć się czymś pospolitym. Poprzeczka ustawiona była bardzo wysoko, wobec tego, kto zagra w klubie jako kolejny perkusista. Paweł Szpura nie był wprawdzie muzykiem tak oryginalnym jak Norweg, ale i tak podołał temu zadaniu z pełnym sukcesem. Najciekawsze co pokazał, to wspomniane wcześniej motywy zmieniającej się w tempie, punktualistycznej współpracy z kontrabasistą oraz poruszanie dłonią sprężyny werbla, tworząc intrygujący efekt sonorystyczny. Cechował go również duży impet w ataku na werbel. Jego rytmiczne rozwiązania zmuszały do poddania się i popadnięcia w dziki trans.
Zespół Hera to muzyczny noworodek. Jego życie mierzy się jeszcze w miesiącach, a już rozrabia na scenie jak zbuntowany nastolatek. Niczym buntownik również, rozprawia się ze skostniałymi schematami muzyki jazzowej, nie pozostawiając po nich nawet śladu poprzez skuteczną formalną dekonstrukcję. Wspaniałe pomysły aranżacyjne, imponujący warsztat muzyczny, siła młodości i świeżość w podejściu do materii - oto cechy, które wydają mi się najbardziej charakterystyczne. Nie spotkałem się jeszcze z bardziej utalentowaną młodą kapelą jazzową w Polsce. Jest to mój absoluty faworyt, jeżeli chodzi o scenę rodzimą..."
Mark Tokar (kontrabas), Paweł Szpura (perkusja) i Paweł Postaremczak (saksofony) - trzech muzyków znanych ze współpracy z czołówką polskiej i światowej sceny improwizowanej. Po latach grania ze sobą w różnych konfiguracjach postanawiają zrealizować pomysł, który dojrzewał w nich od dłuższego czasu. W oparciu o ukraińskie pieśni żałobne, z której każda posiada swoje własne, niesamowicie głębokie znaczenie, odkrywają przestrzeń pozwalającą na medytacyjną podróż w głąb muzyki.
15 czerwca 2011, godz. 20.00
Paweł Postaremczak / Mark Tokar / Paweł Szpura
Dragon, Mały Dom Kultury
Paweł Postaremczak / Mark Tokar Koza Art Club, Ternopil, 10 maja 2010
Trio Biela / Rogiński / Szpura to połączenie romantycznych piosenek Michała Bieli (Kristen, Kings of Caramel, Ścianka), rozwichrzonej melancholii Raphaela Rogińskiego (m.in. Cukunft, Shofar) oraz czujnej i zaskakującej gry Pawła Szpury (m.in. Cukunft). Słodycz septymolowych akordów gitary barytonowej i leniwych melodii Bieli zderza się z soniczną zgrzytliwością gitary Rogińskiego i zadziwiająco muzyczną improwizacją Szpury. Skupiona melancholia przechodzi w ścianę hałasu: letni spacer kończy się nad wzburzonym morzem.
Zespół powstał, gdy warszawski klub Chłodna 25 zaproponował Rogińskiemu i Bieli zagranie wspólnego improwizowanego koncertu. Po kilku godzinach prób ustalił się styl zespołu, do którego wkrótce dołączył Szpura, zaufany współpracownik Rogińskiego i szara eminencja polskiej perkusji. Pierwszy koncert na Chłodnej poszedł tak dobrze, że trio postanowiło w nagrać płytę, która ukaże się nakładem coraz prężniej działającej warszawskiej oficyny LADO ABC, znanej z wydawnictw Mitch And Mitch, Paristetris, Paula i Karol, Kristen, czy Cukunft.
Paweł Szpura - milanowianin, wszechstronny perkusista znany z formacji Kapishon, Cukunft, Spinalonga, Hera oraz współpracy z Mikołajem Trzaską, Raphaelem Rogińskim, Wacławem Zimplem, Robertem Kusiołkiem, Michałem Górczyńskim i Tomaszem Dudą. Brał udział w festiwalach: WSJD, Warszawska Jesień, Mizrach (z Raphaelem Rogińskim i Marcinem Olesiem).